2scrU45_hGI


Istnieją filmy, które zachwycając podczas projekcji, pozostawiają głęboki ślad w naszej głowie  na długo po zakończonym seansie. Są też takie, o których chcemy zapomnieć najszybciej jak to możliwe i wymazać z głowy aby nie zaprzątały nam jej swoim obrazem. Te trzecie to filmy, które mimo powszechnego zachwytu w czasie oglądania, nie są  w stanie pozostać w naszej pamięci pomimo usilnych starań aby w głowie przywrócić sobie ich bieg wydarzeń zaledwie po godzinie od wizyty w kinie.

Przykładem właśnie takiego filmu jest najnowsza produkcja Justina Chadwicka, czyli „Tulipanowa Gorączka”, która od ponad dwóch tygodni gości na ekranach kin.

POLECAMY: RECENZJA: „VALERIAN I MIASTO TYSIĄCA PLANET”, CZYLI ZEPCHNIĘCIE Z PODIUM AVATARA, CZY TECHNOLOGICZNA KLAPA KINA 3D?

Reżyser, który był odpowiedzialny między innymi za film  „Kochanice Króla”, a samą „Tulipanową Gorączkę” stworzył przy współpracy z twórcami oscarowego „Zakochanego Shakespire’a” z 1998r., postawił sobie za punkt honoru udowodnić, że ma romans z kinem kostiumowym, dlatego też filmowi nie brakuje zachwycających scenerii.

Scenografia jest wręcz niepoprawnie politycznie perfekcyjna i wierna ówczesnym czasom. Tutaj każdy detal jest żywcem wyjęty ze swojej epoki. Podobny realizm reżyser oddał kostiumografii i to w najdrobniejszym detalu. Filmowa iluzja staje się rzeczywistością i to tak piękną, że  jako odbiorca chcemy być częścią wykreowanego świata.

Choć scenariusz filmu, z uporem maniaka nagromadza wątki, które niczym tulipany na wiosnę wyrastają łącząc się w zawiłą, wielowątkową fabułę, ostatecznie film tworzy zwięzłą całość tworząc spójny obraz zamykający się w swojej czasoprzestrzeni. Chaos ustępuje miejsca uporządkowaniu i hierarchizacji postaci.

Skoro o postaciach mowa, tutaj reżyser poszedł najprostszą drogą castingową, czyli nagromadzeniem nazwisk albo znanych z hollywoodzkich produkcji albo aktualnie topowych aktorów, niestety ze sporą szkodą dla filmu. Bo choć trudno odmówić talentu aktorom  drugiego planu w postaci choćby Toma Hollandera czy Judi Dench,  to główne postacie radzą sobie znacznie gorzej.

O ile eteryczna Alicia Vikander zachwyca przy każdej scenie (choć mam wątpliwości czy jej uroda nie zaburza odbioru jej postaci jednocześnie narzucając odbiorcy jej wydźwięk), o tyle  kolejna w tym roku kreacja Dane DeHaan jako „Jan Van Loos”  po katastrofalnym „Valerianie”, nie ma w sobie za grosz zmysłowości  i pasji odtwarzanej postaci. Zastanawia mnie czy niejaki pan DeHaan ma  w zamyśle zastąpić Leonardo DiCaprio z łatką wiecznego nastolatka, bo jeśli taki jest plan „fabryki snów” świadczyło by to, że dziś talent aktorski został zepchnięty na dalszy plan.

Jeśli mimo to, film skupia tak wiele pozytywnych cech, czemu zatem nie zostaje w naszej pamięci na dłużej? To, co stanowiło o jego sukcesie staje się jednocześnie jego przekleństwem. Ta pompatyczność, nagromadzenie wątków oraz laurkowe obrazy, których jesteśmy świadkami rozbudzają nasze pragnienia tak bardzo, że pozostawiają w  finale ogromny niedosyt, którego nawet widowiskowa sceneria filmu nie jest w stanie wystarczająco zaspokoić.

Kolejny problem to fakt, że reżyser od początku nie zostawia widzowi prawa do samodzielnej oceny postępowania bohaterów. Sympatie i niechęć zostają samoistnie narzucone  a czyny bohaterów z góry potępione lub nagradzane i nawet próby tłumaczenia postaci zostają zepchnięte na dalszy plan, ponieważ ich złe uczynki momentalnie zostają ukarane. Zło więc zostaje złem a dobro dobrem bez cienia wątpliwości dla własnego osądu.

Podsumowując: „Tulipanowa Gorączka” to kolejny przykład  świetnego pomysłu, który nie wykorzystuje swojego potencjału trącać głownie przy obsadzie oraz przeroście formy nad treścią a tym samym oczekiwaniom swoich widzów. Być może są książki, których nie powinno się ekranizować, być może ekranizacja powieści Deborah Moggach jest tym obrazem, który na zawsze powinien zostać na bibliotecznej półce a jego piękno powinno mieć miejsce tylko w naszej wyobraźni.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: RECENZJA: „NA POKUSZENIE”, CZYLI FEMINISTYCZNY MANIFEST NIE TYLKO DLA KOBIET.

Dystrybucja: Forum Film Poland Sp. z o.o.

Fot. Informacja prasowa; Autor – Paweł Nowak / Okiem Laika.

Bądź na bieżąco z filmem – polub nas na facebook’u!

 

Komentarze

komentarz(y)

Nie ma więcej wpisów