8H-Qc8UH3KY


Karierę Patryka Vegi można określić na podstawie pewnego rodzaju sinusoidy. Ten młody reżyser stworzył naprawdę świetny serial „Pitt Bull”, który będąc pewnym prekursorem na długo wyznaczył trendy tej kategorii produkcji małego ekranu. Jednak po sukcesie przyszła kolej na sromotne porażki i to praktycznie przy każdym nowo powstałym filmie, poczynając od „wreszcie śmiesznej komedii”- CIACHO, której można zarzucić wszystko, z wyjątkiem tego, że jest zabawna, a skończywszy na równie fatalnym obrazie: „Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć”. Następnie w twórczości młodego reżysera nastąpił pewien przełom, kiedy na ekrany weszły „Służby Specjalne”. Zachęcony sukcesem filmu reżyser, nie spoczął na laurach, ale wziął na siebie rolę głównego tropiciela mafii i przekrętów rządzącym organizacjami publicznymi w Polsce.

Po krótkim romansie z równie nieudaną komedią co wspomniane już „Ciacho”, wyreżyserował tym razem antykomedię „Wakacje Last Minute”. Dopiero kiedy reżyser wrócił do swoich korzeni reaktywując na dużym ekranie film: „Pitt Bull – Nowe porządki” z powodzeniem odzyskał utracone rzesze fanów. Zachęcony sukcesem filmu, w niecały rok stworzył jego kontynuacje, w postaci „Pitt Bulla – Niebezpieczne kobiety”, już wówczas zarzucano reżyserowi pośpiech oraz niedbalstwo przy tworzeniu swoich dzieł. Sukces jednak rodzi sukces, więc jeśli film przerósł oczekiwania finansowe nawet samego twórcy, Vega, który nie grzeszy pokorą, postanowił pość za ciosem. W momencie gdy producenci postanowili wtrącić swoje „trzy gorsze” do kolejnej produkcji, Patryczek się obraził, powiedział ze Pitt-Bulla nie będzie i wyreżyseruje… „BOTOKS

POLECAMY: RECENZJA: „NA POKUSZENIE”, CZYLI FEMINISTYCZNY MANIFEST NIE TYLKO DLA KOBIET.

Wszystko zapowiadało się bardzo dobrze, ponownie sięgając po sprawdzony schemat, należało znaleźć niszę która jeszcze nie gościła na dużym ekranie, nazbierać możliwe największą ilość kontrowersji, dodać kilka wzmianek o prawdziwych historiach oraz nagromadzić najgorętsze nazwiska polskiej kinematografii ostatnich lat.

Jeśli oceniać „BOTOKS” przez pryzmat innowacyjnego podejścia do kina, przyznaje Panu Vedze całkiem wysoką notę. Ponieważ „BOTOKS” to zdecydowanie film na czasie, porusza ważne kwestie oraz dylematy, które rządzą dzisiejszym światem społecznym i politycznym. Sam temat stworzenia filmu odnoszącego się do służby zdrowia również należy do udanych, gdyż środowisko lekarskie raczej nie miało częstych okazji gościć na dużym ekranie, a obraz sterylnych, nowoczesnych szpitali oraz lekarzy w nienagannie wyprasowanych białych kitlach znany z produkcji „ Na dobre i na złe”, czy TVN- owskich „Lekarzy” jakoś dawno się przejadł. Największe uznanie należy się jednak Panu Patrykowi za poruszenie kwestii skorumpowanych koncernów farmaceutycznych, których macki docierają do szpitali, placówek medycznych oraz sieci nowoczesnych aptek.

Wszystko to sprawia że BOTOKS mógł stać się kamieniem milowym w dziejach polskiego kina, mógł być obrazem, który choć dokładnie zapada w pamięci ukazuje to, o czym nie mówi się głośno, a co dotyczy nas samych. Jak już wspomniałem jednak wcześniej, Patryk Vega do pokornych nie należy a pycha i chciwość to najgorsze z 7 jego grzechów…

Grzech 1: Naśladownictwo:

Jak już wspomniałem, Patryczek decyzji producentów Pitt-Bulla nie zaakceptował, obraził się i powiedział, że kolejnej części nie zrobi. Po drodze zgarnął ulubieńców publiczności i obiecał że zrobi nowy film, tylko że… słowa nie dotrzymał. Bo „BOTOKS” to nic innego, jak kopia Pitt-Bulla. Aktorzy ci sami, dialogi te same, zdjęcia identyczne, nawet plakat to wypisz wymaluj kopia „Niebezpiecznych kobiet”. Efekt – zamiast świeżości, odgrzewany kotlet i to ze wszystkimi błędami poprzednich produkcji.

Grzech 2: Niedbalstwo:

Główny zarzut jaki pojawił się przy premierze „Niebezpiecznych kobiet” to fakt, że reżyser tak bardzo „pędził” z produkcją, czego efektem stały się liczne błędy i luki w scenariuszu. I wydaje się że i tym razem twórca nie odrobił lekcji. Bo akcja pędzi szybciej niż Pendolino, na najnowszym odcinku torów. Niestety ze szkodą dla filmu. Na ekranie dzieje się tyle że zatrzymanie jakichkolwiek emocji u widza graniczy z cudem, gdyż drastyczność scen ustępuje co sekunda kolejnej, jeszcze bardziej dramatycznej. Niedbalstwo odnosi się również do scenariusza. Vega ewidentnie idzie na skróty ze schematem przyczynowo- skutkowym. Sam scenariusz jest tak prosty i naiwny, że zaczynamy mieć wątpliwości, że mogła go napisać dorosła osoba.

Grzech 3: Infantylność:

Skoro o scenariuszu już mowa nie sposób nie zauważyć naiwności jaka z niego wynika. Prostota aż bije po oczach i to tak wyraziście, że zamiast budzić przerażenie czy śmiech, jedyne uczucie jakie się pojawia to współczucie dla aktorów, którzy z tego „gniota” musza stworzyć wiarygodne postacie.

Grzech 4: Chamstwo: 

Naprawdę zastanawia mnie, czy jest jakikolwiek wymiar artyzmu, który przemawia za filmem. Bo „BOTOKS” aż kipi od chamstwa i wulgaryzmów. Nie ważne czy jesteś prezesem wielkiego koncernu, czy ordynatorem w szpitalu, a może zwykłą salową. Polski język nie funkcjonuje bez charakterystycznej odmiany „łaciny” i to praktycznie w każdym zdaniu. Konwencja filmu być może tego wymagała, ale efekt przywodzi na myśl rozmowy w szatni na siłowni i to na wyjątkowo zapuszczonej ulicy. Być może miało to bawić i pewnie ten humor znajduje liczną gamę zwolenników. Ale wszystko czego jest za dużo, staje się najzwyczajniej w świecie…nudne

Grzech 5: Seksizm i Homofobia: 

Naprawdę nie chce nikogo obrazić, ale zastanawia mnie kto stał się inspiracją dla Patryka Vegi w ramach postaci kobiet. Bo mimo „szacunku” do kobiet jak zachwalają aktorzy w wypowiedziach, że „Vega jest tutaj pewnego rodzaju feministą”, kobieta zostaje potraktowana bardzo przedmiotowo. Pominę już fakt wyzwisk którymi płeć piękna obrzuca siebie nawzajem. Okazuje się, że sukces zostaje sprowadzony tylko do urody, a narzędziem do jego osiągnięcia staje się tylko seks i atrakcyjne ciało.

Oberwało się również homoseksualistom bo choć są to w większości żartobliwe wstawki dla ludzi z dystansem do siebie, to nagromadzenie ich jest tak liczne że mamy wrażenie że Vega daje wyraz nie tyle poglądów społecznych, ale również wyraża samego siebie. Dodatkowo język nienawiści jest tak głośny, że szybko znajdzie swoich zwolenników w powielanych wypowiedziach.

Grzech 6: Hiper naturalizm: 

Patryk Vega powinien w końcu zrozumieć że rola głównego naturalisty polskiego kina już dawno jest obsadzona przez Wojtka Szmarzowskiego, a przesada może szybko przeobrazić się w groteskę. Właśnie to przytrafiło się filmowi „BOTOKS”. Krew leje się strumieniami i to dosłownie takim wodospadem, że w normalnych okolicznościach już dawno zabrakło by jej w organizmie. Umierające dzieci w 5 miesiącu nie różnią się niczym od tych z normalnego kalendarza ciąży. Aborcja to nic innego jak umieralnia zarodków przy akompaniamencie dochodzącej widowni, a perwersje seksualne to właściwie chleb powszedni. Po drodze więc mamy zoofilie, nekrofilię i masturbacje każdym z dostępnym przyrządów, zaś główna atrakcja studentów medycyny to wyciągnie przeróżnych zabawek z męskich odbytów. Wszystko to tak naiwne i przerysowane, że pod koniec filmu przestał mnie dziwić śmiech na widowni podczas seansu.

Grzech 7: Szkodliwość: 

Największy grzech „BOTOKSU” to jego szkodliwość społeczna. Nawet jeśli w założeniu film miał pokazywać ciemną stronę służby zdrowia to Patryk zapomniał o tym że miliony lekarzy, pielęgniarek, czy pracowników medycznych ratuje dzień w dzień ludzkie życie. Film zaś pokazany jest tylko jednowymiarowo. Jeśli ratownik to pijak, jeśli chirurg plastyczny to zboczeniec, jeśli zaś ordynator to łapówkarz. I choć patologii w tym środowisku nie brakuje, film znacząco godzi w prace lekarzy tworząc czarny PR, którego i tak im nie brakuje. Sam Vega chełpi się motywami na prawdziwej historii tylko że film zupełnie nie jest prawdziwy, a próby nadania wiarygodności znajdują tylko wśród zwolenników których i bez tego filmu moją podobne zdanie na ten temat.

Podsumowując: „BOTOKS” to film, który miał spora szanse stać się kamieniem milowym w ramach współczesnej kinematografii. Niestety 7 grzech głównych, których reżyser się dopuścił klasyfikują go na jednej półce w najgorszych produkcjach ostatnich lat. Jednocześnie chyba tylko film „Smoleńsk” zebrał tak liczną ilość fatalnych recenzji zaledwie w tydzień po premierze.

Jest jednak pewien aspekt, który może obronić ten film. Pytanie powinniśmy sobie zadać dla kogo został stworzony. Dla inteligentnych ludzi którzy doszukują się głębi w oglądanym obrazie? czy może dla „tępej masy” do której najłatwiej dotrzeć najprostszym językiem?
Tylko że… jakim my chcemy być społeczeństwem?

ZOBACZ RÓWNIEŻ: RECENZJA: „TULIPANOWA GORĄCZKA” CZYLI PRZEROST FORMY NAD TREŚCIĄ CZY KOSTIUMOWY MAJSTERSZTYK NA MIARĘ CZASÓW?

Dystrybucja: Kino Świat

Fot. Informacja prasowa; Autor – Paweł Nowak / Okiem Laika.

Bądź na bieżąco z filmem – polub nas na facebook’u!

Komentarze

komentarz(y)

Nie ma więcej wpisów