vD5fOIYMVNU


Nie wiedząc czemu, Polskie kino nie ma specjalnego farta do filmów science-fiction. Z jednej strony   tego typu produkcji w dziejach krajowej kinematografii znajdziemy jak na lekarstwo, z drugiej wszelkie próby podejmowania tego tematu zwykle kończyły się fiaskiem, z powodzeniem lądując na wysokich półkach kina klasy b. Dlatego też nowa produkcja Bodo Koxa, reżysera debiutującego obrazem „Dziewczyna z szafy”, choćby z tego powodu zasługiwała na uwagę.

Film Koxa „Człowiek z magicznym pudełkiem” powstawał przy wsparciu telewizji TVN , co dawało szanse na realizację całkiem niezłego kina. Sukcesów stacji telewizyjnej oraz jej  dzieł filmowych nie trzeba szukać daleko. TVN odpowiadał za produkcje takich kinowo-kasowych dzieł tj. „Listy do M”, „Planeta singli” czy „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”.

Polecamy: RECENZJA: „BOTOKS”, czyli 7 grzechów głównych Patryka Vegi.

Sam Bodo Kox, który będąc jednocześnie reżyserem i scenarzystą filmu, miał całkiem niezłą wizję przyszłości. Warszawa 2030 to wbrew pozorom nie ziemia obiecana przyszłym pokoleniom, ale obraz skąpany we łzach. Gdzie  ponura nowoczesność osiada na obywatelach niczym kurz i bród po wojnie, która jest nieodłącznym elementem życia mieszkańców.

„Człowieka z magicznym pudełkiem” należy pochwalić za niezwykle specyficzny klimat, który wytwarza. Tajemnicza, na swój sposób enigmatyczna aura, wprowadza w specyficzny nastrój, który pozwala dotrzeć do głębi, a sam reżyser wytwarza dzięki temu swój mikrokosmos, zrozumiały tylko dla specyficznego grona odbiorców.

Film należy pochwalić również za bardzo dobrą grę aktorską głównych postaci. Na uznanie zasługuje przede wszystkim Piotr Polak , który będąc na swój sposób odkryciem, perfekcyjnie odtwarza swoją postać. Tym razem nadrabia również Olga Bołądź po kilku aktorskich wpadkach ostatnich produkcji. Nieodłączną rolę odkrywa również  majestatyczna muzyka przy akompaniamencie charyzmatycznego głosu Kory Jackowskiej z jej legendarnym zespołem Maanam.

Niestety, mimo wielu pochwał jakie mógł zebrać „Człowiek z magicznym pudełkiem”, nad produkcją wiszą  w czasoprzestrzeni bardzo ciężkie chmury. Bo choć klimat jest niewątpliwie atutem dzieła, to po Warszawie 2030 oczekiwałbym znacznie więcej niż to, co reżyser ma do zaproponowania.

Futurystyczna wizja miasta to coś w rodzaju nieślubnego dziecka „Seksmisji”  i „Łowcy androidów”. Brak funduszy na produkcję widać na kilometr (może to tłumaczy, dlaczego Polacy nie powinni brać się za kino fantastyczne). Oglądając  film ma się wrażenie, że twórcy nie mieli specjalnego pomysłu jak otworzyć przyszłość. Na dodatek czerpią garściami z większości produkcji o podobnej tematyce i to w niektórych scenach w proporcji 1:1. W efekcie w filmie na próżno szukać efektu świeżości, tak oczekiwanym po kinie tego gatunku.

Kolejny błędem reżysera było wplecenie w  historię klasycznego wątku „love story”, na dodatek tak rozmytego, że trudno skupić na nim swoją uwagę. Odnoszę wrażenie, że Bodo obawiając się iż polegnie na gatunku sci-fi, chciał pogodzić film z romansem licząc, że jeśli film nie zyska sympatyków po jednej, to przynajmniej po drugiej stronie. I kolejny raz poległ na tym rozwiązaniu. Ponieważ wątpliwe jest czy zwolennicy  filmu oczekiwali tutaj taniego romansu, na dodatek z wyjątkowo nudnym rozwojem akcji.

Na deser mamy liczne  aluzje polityczne odnoszące się do obecnego rządu w Polsce. Na moje oko widzę tutaj rękę mainstremowych mediów w Polsce, zdecydowanie sceptycznie nastawionych do obecnej sytuacji politycznej. Pomijając zupełnie kwestie poglądów, metafory zastosowane w filmie są zdecydowanie jednoznaczne. Osobiście nie jestem zwolennikiem takiego rozwiązania w filmie. Chcąc nie chcąc Bodo sam się skazuje na poparcie tylko określonej grupy odbiorców. Jeśli zatem film miał nieść jakieś przesłanie lub ostrzeżenie dla przyszłego dziesięciolecia raczej nie pójdzie mu to łatwo.

Podsumowując: „Człowiek z magicznym pudełkiem” to propozycja, która mimo ogromnych chęci, nie przełamie passy nieudanych produkcji kina science-fiction w krajowym kinie. Sam pomysł to za mało aby stać się kamieniem milowym w dziejach kinematografii, zwłaszcza jeśli stanowi mieszankę zagranicznego kina z przeszłości.

Istnieje jednak nauka, którą wyciągnąłem z obejrzanego filmu: Mam nadzieję, że nigdy nie dożyję takich czasów jak ponura wizja Warszawy w obrazie Bodo Koxa i czekam na jego nową propozycję w tym temacie.

Zobacz również: KOLEJNY JAPOŃSKI ANIMOWANY HIT ZOSTANIE ZNISZCZONY PRZEZ AMERYKANÓW?

Dystrybucja: Kino Świat

Fot. Informacja prasowa; Autor – Paweł Nowak / Okiem Laika.

Bądź na bieżąco z filmem – polub nas na facebook’u!

Komentarze

komentarz(y)

Nie ma więcej wpisów